„Je suis oignon” – o zmianach we francuskiej ortografii

Co ciekawe, postanowienie to
zostało wydane już w 1990 roku. Czemu zatem wywołało poruszenie dopiero teraz?
Bierze się to z tego, że francuscy wydawcy właśnie niedawno zostali zobowiązani
do tego, by na nowy rok szkolny przygotować podręczniki dostosowane już do
zmienionych norm. Krok ten rzeczywiście jest przełomowy, gdyż są duże szanse,
że normy obowiązujące w edukacji powszechnej ostatecznie zyskają przewagę. To
zaś stanie się zagwozdką zarówno dla zwykłych użytkowników języka, którzy
starają się przestrzegać zasad, jak i dla wydawców, redaktorów i korektorów
(oraz niewątpliwie tłumaczy) innego rodzaju publikacji – serca wielu biją
zapewne po stronie tradycyjnego zapisu, rozsądek zaś może ciążyć ku
ujednoliceniu i przyjęciu tej normy, która zyska przewagę. Choć zmiany te
upraszczają zapis, w zakłopotanie popaść mogą także znający język francuski
jako język obcy – francuska ortografia i tak nie należy do najłatwiejszych,
modyfikacja z trudem wyuczonych zasad może być kolejnym utrudnieniem.
Skoro jednak reformy zyskały
aprobatę Akademii Francuskiej, to zapewne prędzej czy później frankofoni będą
musieli zmienić przyzwyczajenia. Instytucja ta została założona w 1635 roku, za
panowania Ludwika XIII, przez kardynała Richelieu. Jej misją jest czuwanie nad
normalizacją i zachowaniem wysokiego poziomu języka francuskiego. W jej skład
wchodzi dożywotnio 40 członków, wśród których są pisarze, poeci, filozofowie,
osoby związane z teatrem, naukowcy, wysocy urzędnicy państwowi, wojskowi i
duchowni – osoby mające duże zasługi w upiększaniu i propagowaniu języka
francuskiego. Akademia ma ogromy autorytet w kwestii języka, będący
równocześnie w pewnym sensie autorytetem moralnym w dziedzinie kultury. Normy
zawarte w opracowywanym przez Akademię Francuską słowniku (Dictionnaire de l’Académie Française) uznaje się za
wzorcowe.
W Polsce instytucją o podobnej misji, choć znacznie krótszej
tradycji, jest Rada Języka Polskiego, działająca przy Polskiej Akademii Nauk. Została
ona powołana w 1996, a działalność jej znormalizowała ustawa o języku polskim z
1999 roku. Podejmuje ona uchwały ortograficzne, wydaje opinie językowe, udziela
porad w odpowiedzi na zapytania instytucji, firm czy osób prywatnych. Zdarza
się, że zalecenia polskich językoznawców także wzbudzają kontrowersje –
wystarczy wspomnieć choćby kwestię pisowni „nie” z imiesłowami odmiennymi. W
1997 roku jej reguły zostały uproszczone, wcześniejsze wymagały zwracania uwagi
na niuanse znaczeniowe, co w pewnych przypadkach mogło okazywać się kłopotliwe.
Są jednak tacy, którym doskwiera to, że ujednolicona ortografia nie zawsze
pozwala na odzwierciedlenie tych właśnie różnic w znaczeniu. RJP dopuszcza
także zapis zgodny ze starymi zasadami, często jednak się o tym zapomina.
Kontrowersyjność zaleceń językoznawców wynika z pewnego napięcia, które cechuje normy językowe. Reguły języka można bowiem rozumieć zarówno normatywnie, jak i opisowo – są to przepisy, których użytkownicy języka powinni przestrzegać, ale także po prostu regularności, które dostrzega się w żywym języku, w języku, którym mówi pewna społeczność. Językoznawcy, specjaliści od języka, nie są jego właścicielami, jest on bowiem wspólną własnością wszystkich jego użytkowników. Lingwiści mają zwykle po prostu śledzić przekształcenia, którym język podlega w użyciu, co pewien czas niektóre z nich kodyfikując. Czasem jednak, jak się zdaje, robią to z pewnym wyprzedzeniem – wówczas reguły takie nie do końca mają charakter opisowy, ale mogą zadziałać jak samospełniająca się przepowiednia.
Jak będzie w przypadku francuskich nazw cebuli czy nenufara, czy Francuzi dalej przykrywać będą litery „i” oraz „u” daszkiem akcentu circumflex? Czy nowe zasady rozpowszechnią się wśród osób piszących po francusku? Przyszła praktyka językowa – i tylko ona – może dać nam odpowiedzi na te pytania.
Kontrowersyjność zaleceń językoznawców wynika z pewnego napięcia, które cechuje normy językowe. Reguły języka można bowiem rozumieć zarówno normatywnie, jak i opisowo – są to przepisy, których użytkownicy języka powinni przestrzegać, ale także po prostu regularności, które dostrzega się w żywym języku, w języku, którym mówi pewna społeczność. Językoznawcy, specjaliści od języka, nie są jego właścicielami, jest on bowiem wspólną własnością wszystkich jego użytkowników. Lingwiści mają zwykle po prostu śledzić przekształcenia, którym język podlega w użyciu, co pewien czas niektóre z nich kodyfikując. Czasem jednak, jak się zdaje, robią to z pewnym wyprzedzeniem – wówczas reguły takie nie do końca mają charakter opisowy, ale mogą zadziałać jak samospełniająca się przepowiednia.
Jak będzie w przypadku francuskich nazw cebuli czy nenufara, czy Francuzi dalej przykrywać będą litery „i” oraz „u” daszkiem akcentu circumflex? Czy nowe zasady rozpowszechnią się wśród osób piszących po francusku? Przyszła praktyka językowa – i tylko ona – może dać nam odpowiedzi na te pytania.
Źródła:
http://www.franceculture.fr/societe/orthographe-mais-pourquoi-cette-polemique
http://www.academie-francaise.fr/linstitution/lhistoire
http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=408&Itemid=48